piątek, 31 maja 2013

#2

Nigdy nie byłam szczupła. Już jako małe dziecko byłam "przy kości". Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, w końcu, które dziecko martwi się o swoją wagę? Ale z czasem dorosłam do tego, by stwierdzić, że ważę za dużo. Po prostu zaczęłam źle się czuć we własnym ciele. A gdy zobaczyłam, że waga pokazała 69 kg przy moich 166 cm wzrostu, postanowiłam wziąć się za siebie. Ja urodzona perfekcjonistka nie mogłam pozwolić sobie na nadwagę. Moje zmagania zaczęły się dokładnie 14 stycznia tego roku. Na początku stawiałam tylko na ćwiczenia, wypruwałam żyły każdego dnia, a po 2 miesiącach waga ledwo drgnęła. Byłam bardzo zawiedziona, bo na prawdę dużo wysiłku kosztował mnie ten codzienny trening. Wtedy zrozumiałam, że same ćwiczenia nie załatwią sprawy. Musiałam ograniczyć jedzenie. A kiedyś jadłam tak:

śniadanie: 2 kromki chleba razowego, najczęściej jadłam go z serem i ketchupem .
II śniadanie: 2 kromki chleba razowego + jabłko
obiad: to co mama zrobiła, ale duuuuże porcje
przekąska: często coś słodkiego np.3 kostki czekolady,kawałek ciasta, kilka ciastek itp.
kolacja:2 kromki chleba razowego z różnymi rzeczami. 

Więc łączny bilans był naprawdę spory. Na szczęście ograniczyłam jedzenie i zaczęło to wyglądać tak:

śniadanie:2 kromki chleba razowego z czymś lekkim albo płatki z  mlekiem
II śniadanie: 2-3 wafle ryżowe albo chrupkie pieczywo + owoce albo warzywa 
obiad: mała porcja obiadu mamy
przekąska: jakiś owoc
kolacja: jogurt,płatki albo kisiel

I od razu waga zaczęła spadać. Cudowne uczucie, kiedy widzisz, że wyrzeczenia przynoszą efekty. Tak więc waga spadła i teraz waha się między 59-60 kg. Niestety nie mam wagi elektronicznej, więc pomiary nie są bardzo dokładne i nie wiem na 100 % ile ważę . Ale nie więcej niż 60 kg. 
Jest dobrze i jestem zadowolona z efektów, ale to za mało. Moim celem jest schudnąć jeszcze co najmniej 5 kg, ale nie jestem pewna czy na tym stanie, zależy jak będę wyglądać. Moją największą obawą jest efekt jo-jo. Ale myślę, że utrzymam wagę, bo przecież ja nie jestem tak na prawdę na diecie, ja zmieniłam styl życia. Codzienne ćwiczenia to normalny punkt dnia, moje menu jest takie jakie jest i tylko czasami pozwalam sobie na jakiś słodycz. Nie, moje życie nie zmieni się po osiągnięciu celu, jakim jest 55 kg. Utrzymanie wagi będzie kolejnym celem- dożywotnim .

A jutro : 


                                                                                                                                                  tyśka ;**                

#1

Ostatnio czytałam wiele blogów, które motywowały mnie do ciągłej walki. Każdego dnia gdy wchodziłam pod zapisane linki, odżywała we mnie siła i byłam pełna nadziei na kolejny dzień. Na prawdę inne osoby, nawet te których nie znam, mają na mnie ogromny wpływ. Ich siła woli i praca jaką wkładają w to co robią zmuszała wręcz mnie do walki ze samą sobą, abym każdego dnia stawała się lepsza. Swoją bitwę toczę ze samą sobą,ze zbędnymi kilogramami, z negatywnymi cechami charakteru i z moim lenistwem. Chcę być lepsza i wykorzystać życie w 100%.
Uwielbiam nabywać nowe umiejętności, odwiedzać nowe miejsca i dostarczać sobie nowych przeżyć. Chcę, aby moje życie nie było monotonne, ale warte zapamiętania, abym każdy dzień mogła potraktować za udany. Tak, chciałabym żeby tak było, ale wróćmy do rzeczywistości. Jestem uczennicą gimnazjum, więc nie za bardzo mam pole do popisu jeśli chodzi o oryginalność każdego dnia, ale raczej resztę mogę spokojnie realizować ( kiedy akurat nie mamy codziennie po 5 sprawdzianów).
Chcę stworzyć ten blog, aby mieć więcej siły do walki z samą sobą, mam nadzieję, że ktoś mnie tu od czasu do czasu odwiedzi i wesprze :)
                                                                                                                                     tyśka.