śniadanie: 2 kromki chleba razowego, najczęściej jadłam go z serem i ketchupem .
II śniadanie: 2 kromki chleba razowego + jabłko
obiad: to co mama zrobiła, ale duuuuże porcje
obiad: to co mama zrobiła, ale duuuuże porcje
przekąska: często coś słodkiego np.3 kostki czekolady,kawałek ciasta, kilka ciastek itp.
kolacja:2 kromki chleba razowego z różnymi rzeczami.
Więc łączny bilans był naprawdę spory. Na szczęście ograniczyłam jedzenie i zaczęło to wyglądać tak:
śniadanie:2 kromki chleba razowego z czymś lekkim albo płatki z mlekiem
II śniadanie: 2-3 wafle ryżowe albo chrupkie pieczywo + owoce albo warzywa
obiad: mała porcja obiadu mamy
przekąska: jakiś owoc
kolacja: jogurt,płatki albo kisiel
I od razu waga zaczęła spadać. Cudowne uczucie, kiedy widzisz, że wyrzeczenia przynoszą efekty. Tak więc waga spadła i teraz waha się między 59-60 kg. Niestety nie mam wagi elektronicznej, więc pomiary nie są bardzo dokładne i nie wiem na 100 % ile ważę . Ale nie więcej niż 60 kg.
Jest dobrze i jestem zadowolona z efektów, ale to za mało. Moim celem jest schudnąć jeszcze co najmniej 5 kg, ale nie jestem pewna czy na tym stanie, zależy jak będę wyglądać. Moją największą obawą jest efekt jo-jo. Ale myślę, że utrzymam wagę, bo przecież ja nie jestem tak na prawdę na diecie, ja zmieniłam styl życia. Codzienne ćwiczenia to normalny punkt dnia, moje menu jest takie jakie jest i tylko czasami pozwalam sobie na jakiś słodycz. Nie, moje życie nie zmieni się po osiągnięciu celu, jakim jest 55 kg. Utrzymanie wagi będzie kolejnym celem- dożywotnim .
A jutro :
tyśka ;**

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz